She's frequently kind ans she's suddenly cruel.
She can do as she pleases, she's nobody's fool.
Półnagi brunet nadal siedział na łóżku, przypatrując się zaistniałej scenie. Bał się poruszyć choćby powieką, by nie zakłócić grobowej ciszy, która zapadła w pomieszczeniu. Zerkał naprzemiennie na każdą z zebranych tu osób, próbując odczytać choćby krztę emocji. Domyślił się, że wysoka i przeraźliwie chuda dziewczyna o długich, ciemno-blond włosach to Leah Larson, o której tyle słyszał. Nie dostrzegł nici podobieństwa między kuzynkami, jeśli nie liczyć wiotkiej sylwetki. Na przedramieniu chudziny, znajdował się kolorowy tatuaż o trudnej do sprecyzowania tematyce. Widać w nim było styl Bryant, choć zauważył mniej wyrobioną kreskę, niż w jej aktualnych pracach. Leah wpatrywała się w Ny wyczekująco, mając nadzieję, że to właśnie ona pierwsza się odezwie. Brunetka jednak nie zamierzała otwierać ust, a jej ślepia były beznamiętnie wpatrzone w szatyna stojącego tuż za Larson. Wygląd mężczyzny był dość specyficzny; jego niedbały, kilkunastodniowy zarost dodawał mu lat, znów w uszach miał praktycznie dziury, które zawdzięczał modnym w tych czasach tunelom. Przebłyski srebrnych kolczyków pojawiały się w skroniach jak i górnej części przegrody nosowej. Włosy z boków głowy miał ogolone, a bujna góra, była lekko przeczesana na lewą stronę. Blake nie miał wątpliwości, że to Raymond. Swoim nieprzeciętnym wyglądem i zaciętym wyrazem twarzy pasował do Ny, jednak myśl ta tylko zdenerwowała Walkera.
- Cześć - odezwała się w końcu Leah. Jej cichy głos zaskoczył bruneta - miał wrażenie, że dziewczyna boi się samej Bryant.
- Cześć.
Nayah odpowiedziała takim tonem, jakby kończyła rozmowę, choć paradoksalnie nawet jej nie zaczęła.
- Idę się ubrać - dodała sięgając po swoje rzeczy i znikając w łazience, do której przejście było - na całe szczęście - w sypialni. Blake odruchowo przypomniał sobie, że paraduje w samych bokserkach, więc szybko zerwał się z łóżka zakładając jeansy. Zapinając rozporek podszedł do dwójki nieznajomych.
- Cześć wam, jestem Blake Walker, kolega Ny i Marine - przywitał się, jak przystało na kulturalnego człowieka, choć praktycznie nim nie był. Miał jednak wrażenie, że to najlepsze, co mógł zrobić w tej sytuacji.
- Ray Collins - odparł szatyn, uśmiechając się. Pomimo jego groźnego wyglądu, mężczyzna wydał się całkiem sympatyczny. Blake kolejny raz odczuł zawód. Miał nadzieję, że będzie mógł z czystym sercem go nienawidzić.
- Leah - przedstawiła się kobieta, jednak jej wyraz twarzy nie zmienił się. Nadal wyczekująco wpatrywała się w drzwi łazienki, za którymi zniknęła Bryant.
- Przepraszam za nią. Można powiedzieć, że ma teraz dużo na głowie - odezwał się Blake, wyjaśniając zachowanie Nayah.
- Nie musisz jej tłumaczyć, dobrze ją znamy - odpowiedziała Leah.
- Niezłe przywitanie po dwóch latach nieobecności - skomentował Ray z niesmakiem, jednak szybko przymknął usta, słysząc dźwięk otwieranych drzwi.
- Co się tak gapicie? - burknęła Ny, spoglądając na nich, jak na wariatów.
- To rzeczywiście nasza Bryant!
Ray szeroko się uśmiechnął, po czym podszedł do brunetki z rozłożonymi ramionami. Ta jednak spojrzała na niego lekceważąco i cofnęła się o krok.
- Ani się waż, Collie.
Szatyn przejął się na moment jej ignorancją, jednak gdy tylko usłyszał dawne przezwisko uśmiechnął się ponownie. Właściwie nienawidził tego pseudonimu, bo kojarzyło mu się tylko i wyłącznie z kudłatym psem, jednak sam fakt, że Nayah pamięta stare czasy przyprawił go o nutkę zadowolenia.
- Daj spokój Ny, nie widziałaś nas dwa lata! - przypomniał jej. W tym momencie, brunetka spojrzała na milczącą Leah, która przypatrywała się tej scenie. Blondynka przygryzła lekko wargę, z nadzieją, że przyjaciółka wybaczyła jej dawne przewinienia.
- Właśnie dlatego nie mam ochoty na was patrzeć - odparła Nayah złowrogim tonem, po czym ruszyła w stronę drzwi wyjściowych.
- Całą trójkę - dodała, kiedy zauważyła, że Blake chce ją dogonić. - Idioci powinni trzymać się razem, więc... miłego życia.
- A ty? Czym sobie zasłużyłeś na te zaszczytne miano idioty? - zwrócił się Ray w stronę bruneta, gdy Ny wyszła już z mieszkania. Blake spojrzał na szatyna, nie będąc pewny czy opowiedzieć mu całą historię z zakładem, czy też zbyć jego pytanie. W tym momencie jedyne na co miał ochotę, to pobiec za brunetką. Niestety dobrze wiedział, że to na nic. Dziewczyna nie miała ochoty na jego towarzystwo, dała mu to wyraźnie do zrozumienia. Mimo to, brunet nie należał do osób, które tak łatwo się poddają. Jakby nie było, miał jeszcze jednego asa w rękawie - fałszywie wygraną randkę z Bryant.
- Można powiedzieć, że nieco ją wydymałem - odparł Walker, po czym delikatnie się uśmiechnął. Wiedział, że niezależnie od zaistniałych konsekwencji, zrobiłby to drugi raz. Po usłyszeniu jego słów, Leah roześmiała się głośno. Pierwszy raz zobaczył jak się uśmiecha. Była naprawdę piękna, choć jej koścista figura nieco go przerażała.
- Wygląda na to, że nie jesteśmy najgorsi - powiedziała Larson w stronę szatyna, a ten z uśmiechem jej przytaknął.
- Znamy ją trochę i musimy ci wyznać, że ktokolwiek zakpił sobie z Bryant, nie skończył najlepiej - dodał Ray.
- Uwierzcie mi, dam sobie radę - odparł Blake, ignorując ich słowa. Po chwili do pomieszczenia weszła Marine, która wolała wcześniej nie uczestniczyć w konfrontacji Larson-Collins-Bryant. Żegnając Ny - a właściwie machając jej, gdy ta wybiegła z mieszkania - zdała sobie sprawę, że powitanie nie wyszło najlepiej. Stojący za nią Zane, który nic nie wiedział o zaistniałej sytuacji, wszedł do pokoju. Z uśmiechem podszedł do nieznajomych.
- A wy co? Impreza jest w salonie! - oznajmił. - Zane Perry - dodał, podając rękę Leah. Blondynka uważnie spojrzała na chłopca, następnie na swoją kuzynkę, która wpatrywała się maślanym wzrokiem w bruneta.
- Leah - przedstawiła się dziewczyna, po czym podeszła do Marine. - Naprawdę? Piłkasz? - szepnęła jej do ucha.
- Skąd wiesz, że jest piłkarzem?
Thompson była wyraźnie pod wrażeniem. Leah spędziła kilka sekund w jednym pomieszczeniu z nią i Perrym, a już tyle wiedziała.
- Widać - odpowiedziała Leah przyciszonym głosem. - Wystarczy na niego spojrzeć - dodała z niesmakiem, mając na myśli postawione włosy bruneta i wszystkowiedzący wyraz twarzy. Typowy sportowiec.
- On taki nie jest! - oburzyła się Marine, czym zainteresowała resztę.
- Któż taki? - spytał Ray, który właściwie nie musiał pytać. Dobrze wiedział, jakie Leah ma zdanie o zbyt wypielęgnowanych chłopcach. Gej albo piłkarz. Żaden z nich nie wróżył nic dobrego.
- N-nieważne - wyjąkała zawstydzona blondynka. Miała tylko nadzieję, że Zane nie słyszał tej absurdalnej rozmowy. Jej modlitwy chyba nie poszły na marne, bo niczego niepodejrzewający brunet uśmiechnął się pogodnie.
- To nie stójcie tak. Zabawa jeszcze trwa - powiedział, wskazując na salon, w którym oprócz wciąż całującej się parki i trzech śpiących osób, nikogo więcej nie było. Cała czwórka roześmiała się, jednak ruszyła za mężczyzną.
Była już czwarta nad ranem, jednak żaden z nich nie ruszał się z miejsca. Muzyka została odpowiednio przyciszona, by sąsiedzi się nie rzucali, znów Leah, Ray, Zane i Marine nadal siedzieli w salonie. Blake wyszedł, jakieś pół godziny po wyjściu Bryant, tłumacząc, że jest już zmęczony. Leah nie znała go, jednak nie trudno było dostrzec, że chłopak coś kombinuje. Coś związanego z Ny. Gdyby żyła z nią w zgodzie, chętnie uprzedziłaby ją o domniemanych planach bruneta, jednak w takiej sytuacji po prostu to olała. Nayah i tak by jej nie słuchała, nie teraz, gdy czuła się zdradzona i opuszczona. Larson wiedziała, że jej przyjaciółka cierpi, jednak nie mogła nic na to poradzić. Szczególnie, gdy sama była źródłem bólu. Musi jej dać czas, by ochłonąć. Zanim jednak tak się stanie, potrzebuje informacji. Wszelkich informacji na temat ostatnich dwóch lat w Clearney. Blondynka spojrzała na kuzynkę, chcąc jej zadać pytanie, ta jednak znów była pogrążona w konwersacji z brunetem. O dziwo, nie powiedział jak dotąd niczego kompromitującego i nawet nie wydawał się zarozumiały. Wręcz przeciwnie, było w nim coś smutnego, tragicznego. Leah odgoniła te myśli. Każdy może tworzyć takie pozory po kilku godzinach znajomości. Sam fakt, że jest piłkarzem - do czego się przyznał, mówił wiele o jego osobie.
- Mogę wam przerwać, gołąbeczki? - zapytała ich Larson, właściwie niepotrzebnie. Przecież przerwała im, pytając o to. Zane spojrzał na nią zdezorientowanym wzrokiem. Biedaczek, nie miał pojęcia o uczuciach Marine do niego. Kolejny dowód na to, że nie należy do najinteligentniejszych - jak można tego nie zauważyć, że Thompson duga go i kładzie mu rękę na ramieniu, za każdym razem kiedy tylko ma okazję?
- Gołąbeczki? - spytał, nadal nie rozumiejąc co miała na myśli.
- Nie słuchaj jej Zane, ubzdurała sobie coś - wtrąciła szybko Marine.
- Powiecie mi w końcu, co łączy Blake'a i Ny? - spytała, ignorując tych dwoje. - Oprócz seksu oczywiście, co już zdołałam zobaczyć na własne oczy - dodała.
- Oprócz seksu, to nic - odparł Zane. - Przynajmniej tak mi powiedział Blake.
Leah przytaknęła brunetowi, nie do końca wierząc w to, co usłyszała. Ray zachichotał. "Cała Ny" - pomyślał.
Nayah obudziła się późnym rankiem z ogromnym bólem głowy. Kac pożerał jej mózg od wewnątrz, zmuszając dziewczynę do wypicia całej butelki wody. Gdy tylko wzięła trzy tabletki aspiryny i usiadła na łóżku, próbowała sobie przypomnieć przebieg zdarzeń z poprzedniej nocy. Dziury w jej pamięci nie pomagały, by Bryant mogła chronologicznie ułożyć sobie zaistniałe wydarzenia. Po chwili jednak część wspomnień wróciła, a brunetka odczuła ogromną złość i frustrację. Zakład. Pierdolony zakład, który przegrała. Kłamca, oszust, debil. Wielki powrót. Kolejna dawka gniewu. Ich twarze - tak zmienione, a zarazem takie same. Dwa lata. Pieprzone dwa lata. Pierdoleni ludzie. Zawsze można liczyć tylko na siebie. Tylko. Bez wyjątków. Niech świat ją pocałuje w dupę, ona idzie spać. Oby przespała wieczność.
Wstała chwiejnym krokiem, z zamiarem uduszenia i poćwiartowania osoby, która od trzydziestu minut dobijała się do jej drzwi.
- Czego, kurwa!? - wrzesnęła, otwierając gwałtownie drzwi.
- Dzień dobry, kochanie.
Widok tego sukinsyna w drzwiach sprawił, że Nayah wyobraziła sobie, jak tnie go na kawałki. Może trafienie do pudła za morderstwo z premedytacją, wcale by nie było takie złe? Robiła by więzienne tatuaże i nie musiałaby więcej oglądać tej zarozumiałej twarzyczki. Jak on w ogóle miał czelność tu przychodzić!?
- Spieprzaj - odpowiedziała brunetka, zamykając mu drzwi przed nosem. Na jej nieszczęście, mężczyzna miał dobry refleks, skutkiem czego była jego stopa, znajdująca się pomiędzy drzwiami, a framugą.
- Czego chcesz? - Nayah dała za wygraną. Nie miała ochoty się siłować, choć była pewna, że w odpowiedniej kondycji dałaby mu radę.
- Coś, co jesteś mi winna, skarbie - odparł Blake z uśmiechem.
- Nic ci nie jestem winna, oszuście. Jesteś kłamcą i debilem. Możesz już sobie iść.
Brunet złapał ją za ramię.
- Tak łatwo się nie wymigasz. Wygrałem zakład, więc zabieram cię daleko stąd.
- W twoich snach, Blake. Zakład przestał być ważny w chwili, gdy mnie okłamałeś. Właściwie musiałam być strasznie pijana, co? W żadnym innym wypadku nie weszłabym do tego samego łóżka co ty.
Walker uśmiechnął się na te słowa.
- Wątpię. Jęczałaś bardzo... realnie - powiedział, widząc jak w dziewczynie zbiera się złość. - Nie gniewaj się złotko. Mnie się też podobało. A teraz idź się ubierz, chyba, że masz zamiar jechać w tym dresie.
- Nigdzie z tobą nie jadę - odparła kolejny raz Ny. Nie obchodził ją głupi zakład. Wygrałaby go, gdyby tylko ten idiota grał na czystych zasadach.
- A więc nie mam wyboru - wyszeptał Blake, bardziej do siebie niż do niej. Następne co się dało słyszeć, to przeraźliwy wrzask dziewczyny, gdy została siłą wzięta na ramię mężczyzny, z którego po chwili zwisała jak zwykły worek ze śmieciami. Worek, który samoistnie rzucał się na wszystkie możliwe strony. To będzie długi dzień - pomyślał brunet z uśmiechem, czując ból na plecach z każdym uderzeniem pięścią, jakie fundowała mu Bryant.
opowiadanie boskie .
OdpowiedzUsuńco jaki czas dodajesz rozdziały ?
Dziękuję bardzo! ;-) Pisze na bieżąco rozdziały, po czym publikuję. Średnio tak wychodzi co półtorej tygodnia :-)
UsuńPowiem tak: świetna historia, niesamowicie opisujesz te wszystie emocje Ny i Blake'a. Ale też robisz sporo błedów. To, co najbardziej mi sie rzuciło w oczy to pisanie w rodzaju męskim o kobiecie i mężczyźnie, bądź grupie mieszanej np "obaj" o Ny i Blake'u - powinno być "oboje". Skomentowałam Ci również 2 pierwsze rozdziały i tam też napisałam, co mogłabyś poprawić. Mam zamiar czytać nadal Twoje opowiadanie, więc byłabym wdzięczna o poinformowaniu mnie o nowej notce na sensazione-di-proibito.blogspot.com
OdpowiedzUsuńPozdrawiam!
Dziękuję bardzo za wszystkie uwagi, są naprawdę przydatne. Rozdziały od 1-7 są sprzed pół roku, więc znajduje się tam o wiele więcej błędów, czego jestem świadoma. Postaram się wszystko poprawić ;-)
Usuń