She'll take what you give her, as long it's free.
Yeah, she steals like a thief, but she's always a woman to me.
Brunetka leżała na łóżku z nadzieją, że przejdzie jej apatyczny stan ducha i w końcu się podniesie, by zawitać w klubie "Roll's". Był to dość znany lokal w Clearney, gdzie grały zazwyczaj rockowo-punkowe zespoły. Nayah lubiła się poruszać w tych rytmach, dlatego klub ten nie był jej obcy. Fakt, że sam Clark Roll - właściciel - był jej dobrym znajomym, do czego dokładały się darmowe drinki - tylko dodawał jej ochoty do bawienia się w tym miejscu. Część kobiety pragnęła jak najszybciej znaleźć w lokalu, by poczuć w ustach odurzający smak alkoholu i zrelaksować się po tygodniu ciężkiej pracy. Z drugiej strony, była na tyle leniwa, by spędzić kolejne pięć minut na wylegiwaniu się w swym łożu. Po chwili spojrzała ukradkiem na zegar, który wskazywał godzinę dwudziestą dwanaście. Ny uświadomiła sobie, że powinna być ponad godzinę temu w klubie, jeśli naprawdę chciała uchronić Marine przed brunetem. Widziała jak jej sekretarka na niego patrzyła, dlatego nie miała wątpliwości, że ulegnie temu idiocie. Najwyższy czas wstać i uratować blondynkę!
Nayah odświeżyła się i umalowała, po czym wyszła z budynku. Gdy znalazła się na zewnątrz, z żalem spojrzała na swoje dziecko, stojące samotnie na parkingu. Czarny Triumph Daytona 675 z 2008 roku, na którego zbierała prawie całe swoje życie, lśnił w blasku księżyca, uświadamiając dziewczynie, że dziś sobie na nim nie pojeździ. Usłyszawszy donośny dźwięk klaksonu taksówki, pożegnała się telepatycznie ze swym maleństwem, po czym ruszyła w stronę żółtego pojazdu.
Wchodząc do dobrze znanego jej budynku, Ny zauważyła tłum ludzi, który zazwyczaj nie przekraczał dwudziestu osób. Tym razem, klientów było jakieś trzy razy więcej, co trochę zirytowało dziewczynę. Nie przepadała za przepychaniem się wśród spoconych, skaczących ludzi, którzy nie odróżniali motoru od skutera. Zastanawiając się nad ludzką głupotą, brunetka poczuła jak ktoś szarpnął ją za ramię.
- Czego!? - warknęła, gwałtownie odwracając się.
Ku jej zaskoczeniu, zobaczyła ogromnego, dwumetrowego kolesia, który zamiast włosów na głowie, miał tatuaż, robiony prawdopodobnie igłą dentystyczną - jeśli nie czymś gorszym.
- Wstęp. Dwadzieścia dolarów - wypowiedział lakonicznie, gapiąc się na nią jakby zamordowała jego rodzinę.
Pewnie sam to zrobił - pomyślała Ny, po czym zwróciła się w stronę ochroniarza.
- Jestem od Clarka.
Łysy gość zerknął na bar, za którym stał Roll. Mężczyzna w podeszłym wieku, którego brązowa czupryna zaczynała powoli siwieć, spojrzał z daleka na bodyguarda po czym kiwnął potakująco głową, dając mu do zrozumienia, że Ny może wejść. Wielkolud puścił brunetkę, po czym zajął się następnym wchodzącym klientem. Nayah podeszła do baru, by przywitać się z Clarkiem. Dziękowała Bogu, że miał oczy z każdej strony głowy i dostrzegał niemal wszystko, co się działo w jego klubie. Nie chciałaby mieć do czynienia z tym grubym kolesiem, którego rysunek na głowie był wręcz prymitywną karykaturą tatuażu.
- Cześć Roll. Co tu robi ten gość z gównem na głowie? - zapytała, choć jej głos był ledwo słyszalny przy głośno włączonej muzyce.
- Nayah, witaj. Musiałem kogoś zatrudnić na dziś wieczór, grają tu The CC.
- The Candied Cigarettes!? Ci od "Paper's life"? - spytała Ny, zaskoczona pobytem tak znanego zespołu w Clearney i to jeszcze w samym "Roll'sie".
Mężczyzna przytaknął, po czym odszedł obsłużyć klienta. Gdy wrócił do Ny, kiwnął głową na barmankę by zajęła się barem, po czym spojrzał na brunetkę.
- Twój znajomy ich załatwił. W dodatku po niższej cenie. Podziękuj mu, jak go spotkasz. Widząc ten tłum, czuję, że trochę na tym zarobię.
- Mój znajomy? - spytała dziewczyna, jednak po chwili zaczęło jej coś świtać w głowie.
- Ta, przyszedł tu kilka dni temu, pytając mnie co bym powiedział na ich koncert w moim klubie. Mówił że jest od ciebie, więc dałem mu wolną rękę. Widziałem na nim świeży tatuaż, dlatego uwierzyłem mu na słowo. Pierwszy raz moja ufność się na coś przydała - opowiedział mężczyzna, po czym uśmiechnął się. - Ale mów, co tam u ciebie. Czemu tak długo cię tu nie widziałem?
- Clark, byłam tu dwa tygodnie temu.
- Kiedyś witałem cię tu codziennie - odparł Roll, po czym głośno westchnął. - To już nie te czasy, co? Leah wyjechała, Ray też zniknął... Tylko ty zostałaś.
- Już się tak nie rozczulaj Roll, oni tu wrócą. Mówię ci - odpowiedziała z uśmiechem Ny. - Idę do tego mojego 'znajomego'. Chce poderwać Marine, a wiesz, że Leah by mnie zabiła, gdybym mu na to pozwoliła.
Clark roześmiał się, po czym kiwnął głową. Dobrze znał Larsonównę i nie wątpił, że naprawdę by to zrobiła.
- Idź, idź. Pozdrów tę dziewczynę ode mnie - dodał szatyn dobrze wiedząc, że Ny i tak tego nie zrobi.
Brunetka rozglądnęła się, szukając wzrokiem Marine i Blake'a. Nie miała wątpliwości, że znajdzie ich w tym samym miejscu. Jak zwykle nie myliła się. Już po chwili, dostrzegła dobrze znanych jej ludzi, siedzących w ostatnim boksie. Nie byli sami, co dość zaskoczyło brunetkę. Jak ten idiota miał zamiar poderwać Marine, skoro przy stoliku siedziało jeszcze trzech kolesi? Nayah bez wahania ruszyła w stronę znajomych, zastanawiając się, skąd zna tych gości. Podchodząc bliżej, uświadomiła sobie, że mężczyzna siedzący obok Marine to nikt inny jak Elliot Harris - wokalista The CC!
- Cześć Ny! - zawołała blondynka, gdy tylko dostrzegła koleżankę. - Siadaj z nami! - dodała, uśmiechając się szeroko.
Nayah poznała po jej oczach, że wypiła już przynajmniej kilka drinków. Kiwnęła głową w jej stronę, po czym usiadła we wskazanym miejscu.
- Pięknie dziś wyglądasz, skarbie - odezwał się Blake, z zadowoloną miną.
Brunetka spojrzała na niego lekceważącym wzrokiem.
- W przeciwieństwie do ciebie, kochanie.
Mężczyźni siedzący przy stoliku, zaczęli głośno gwizdać, śmiejąc się pod nosem.
- Coś ci nie wyszło, Walker! - zawołał siedzący obok Blake'a brunet, o ciemnych oczach i lekko zadartym nosie. Ubrany był w jasną koszulę, której rękawy były nienagannie podwinięte, znów czarne, wąskie spodnie wydawały się być dopiero co wyciągnięte z prania i perfekcyjnie wyprasowane. Ny zaskoczył widok tak porządnie ubranego mężczyzny, który wyglądem nijak nie przypominał muzyka. Jeśli więc nie był członkiem The CC, to kim do cholery był?
- Cześć, jestem Zane - przedstawił się brunet, jakby czytał w jej myślach. - Widzę, że w końcu jakaś kobieta mu się oparła. - dodał, wskazując na Blake'a i podając brunetce rękę. - Już cię lubię.
- Tylko się nie zakochaj Zaney, masz już dziewczynę - odezwał się blondyn, siędzący obok Nayah. Kobieta kojarzyła go jako gitarzystę The CC. Jego niedbale ostrzyżone włosy nadawały mu charakteru typowego artysty. - Jestem Larry, ale wszyscy mówią na mnie Bass* - dodał, szczerząc się w uśmiechu.
- Bo wygląda jak okoń - oznajmił wokalista, po czym roześmiał się. Gdy tylko Larry chciał zaprzeczyć, szatyn o dłuższych, falistych włosach - ten, którego Ny rozpoznała na samym początku - wstał i się przedstawił.
- Jestem Elliot i miło mi cię poznać Nayah. Blake nam wiele o tobie opowiadał, ale jestem pewny, że mało w tym było prawdy. Chętnie pogadalibyśmy dłużej, lecz czas na nas - powiedział i kiwnął głową w stronę sceny - Gramy tu dziś koncert - wytłumaczył, nie będąc pewny czy dziewczyna kojarzy ich zespół.
Ny wstała na moment, by przepuścić Larry'ego i Elliota, zastanawiając się, kim jest w takim razie Zane.
- Wiele im o mnie opowiadałeś? - zwróciła się do Blake'a z ironicznym uśmiechem. Była pewna, że brunet nie pominął wymyślonych historyjek na temat jej osoby.
- Tak. Nawet o tym, że z żadnym z nich się nie prześpisz.
Dziewczyna spojrzała na niego zdezorientowanym wzrokiem.
- Co takiego!? Mogę sobie spać z kim chcę, a tobie nic do tego...
- A nasz zakład?
- Nasz zakład był zawarty bez jakichkolwiek warunków. Wszystkie chwyty dozwolone - oznajmiła Ny, po czym roześmiała się. Ten idiota naprawdę myślał, że rzuci się na niego pod wpływem "seksualnego głodu"!? Blake zamilknął na chwilę.
- Masz rację - odparł tylko, po czym tajemniczo się uśmiechnął. - Wszystkie chwyty dozwolone - dodał ledwo słyszalnym głosem.
The Candied Cigarettes grali już trzecią godzinę, a Ny nie potrafiła oprzeć się myśli, że są naprawdę fantastyczni. Ich muzyka zmuszała człowieka do tańca, znów idealnie dobrane dźwięki były ukojeniem dla uszu. Elliot rozmawiał i żartował ze swoją publiką, przez co szybko zdobył ich sympatię. Z czoła Larry'ego cieknął pot, jednak ten, nie przestawał grać. Marine od godziny siedziała w ubikacji, wymiotując i klnąc na przemian, znów Ny wraz z brunetami zajmowali parkiet. Alkohol wprawił brunetkę w pozytywny nastrój, dzięki któremu nawet tańczący obok Blake, nie wydawał się żadnym utrapieniem. Gdy Zane po raz czwarty poszedł do blondynki, zobaczyć czy nie udławiła się własnymi rzygami - Walker zbliżył się dziewczyny. Koledzy z zespołu musieli dobrze go znać, bo jak na zawołanie zaczęli grać jedyną, wolną piosenkę, jaką kiedykolwiek nagrali. "The paper's life".
Mężczyzna delikatnie położył ręce na biodrach Ny, patrząc jej w oczy. Brunetka chwyciła jego dłonie, odpychając je od siebie.
- W twoich snach, Blake - wymówiła cicho, jednak poczuła dziwny napływ przyjemności, gdy tylko ją dotknął. Brunet nic nie powiedział, lecz zbliżył się do niej jeszcze bardziej. Dziewczyna czuła jego oddech na swym policzku i przez moment przeraziła się na myśl, że ten dupek naprawdę ją pociągał. Po chwili podniosła wyżej wzrok, patrząc mu w oczy. Jego czekoladowe tęczówki przeplatały się z błyskami kolorowych świateł, a usta wydawały się prosić o pocałunek. Nayah cofała się, jednak ich odległość między sobą nie zmieniała się. Blake kroczył do przodu, ona do tyłu - aż do chwili, gdy kobieta poczuła, jak opiera się o ścianę pomieszczenia. Brunet przestał się uśmiechać, a jego poważny wyraz twarzy sprawił, że jej wcześniejsze zahamowania zniknęły. Jako pierwsza przybliżyła wargi do jego ust, delikatnie je całując. Blake odwzajemnił pocałunek, który z biegiem czasu stawał się coraz bardziej namiętny. Obydwoje poczuli przypływ pożądania, a wspólna gra ich języków tylko prosiła o więcej. Ny zarzuciła ręce na jego ramiona, delikatnie muskając nimi jego włosy. Gdy jego dłonie powędrowały na biodra dziewczyny, następnie pod jej bluzkę, brunetka gwałtownie odsunęła się od niego. Spojrzeli na siebie wciąż pożądanym wzrokiem, a wtedy ku zaskoczeniu mężczyzny - Nayah się uśmiechnęła.
- W twoich snach, skarbie - ponownie wyszeptała mu do ucha, po czym przeszła obok niego i zadowolona wróciła na środek parkietu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz