Rozdział VI

She'll promise you more, than the garden Eden,
then she'll carelessly cut you and laugh, while you're bleeding.


         Chłopakowi nagle zaparł dech w piersi, a jego lekko otwarte wargi pozostały w tym stanie na kilka sekund. Powodem owych zachowań była stojąca w progu kobieta, o kruczoczarnych włosach i jasnych, szaro-zielonych oczach. Dostrzegł ją z drugiego końca salonu, choć jej postać była zasłonięta ciałem Marine, która witała się z nowo przybyłą. Ubrana była w obcisłą, skąpą sukienkę na jedno ramię, która wyraźnie podkreślała jej smukłą sylwetkę. Gdy tylko ją ujrzał, nie potrafił jej sobie wyobrazić w niczym innym. Podświadomi czuł, że założyła ją tylko po to, by po raz kolejny wzbudzić w nim pożądanie - jakby widok jej osoby nawet w szerokich dresach tego nie powodował. Nayah podała wódkę gospodyni, po czym weszła do salonu. Brunet nagle zaczął żałować, że Marine pozwoliła gościom chodzić w butach po jej mieszkaniu. Długie, czarne szpilki, które założyła Bryant - dodawały jej tylko atrakcyjności, jeśli to w ogóle było możliwe. Nie mógł przestać się na nią gapić i wiedział, że brunetka dobrze o tym wie. Uśmiechnęła się przelotnie do niego, jakby byli tylko znajomymi, a przecież wcale nimi nie byli. Dziś w końcu miał ją mieć, całą Ny - i tylko świadomość tego powstrzymywała go od rzucenia się na tę cudowną, choć diabelską postać.

 Nayah patrząc na mężczyznę, wiedziała, że nie myśli o nikim innym, tylko o niej. Jego oczy wręcz napawały się jej widokiem i było to na tyle widoczne, że po chwili Zane szturchnął delikatnie Blake'a, by ten się opanował. Brunet zamyślił się na chwilę, po czym odwrócił wzrok w drugą stronę, nie racząc spojrzeć na nią nawet przez moment. Ny nie potrafiła się do tego przyznać, jednak poczuła lekki zawód. Lubiła, gdy jego czekoladowe ślepia wpatrywały się w nią jak w boginię. Choć działał jej na nerwy, jak mało kto - przyzwyczaiła się do jego osoby, a na wspomnienie pocałunku sprzed paru tygodni nadal dostawała dreszczy. Wiedziała, że powodem tego było pożądanie. Chęć uprawiania seksu z tym jakże przystojnym i śmiałym mężczyzną - dla którego była niedostępna przez cały miesiąc - było ogromne. Ny świadoma tego, nie wątpiła, że się z nim prześpi. Chciała tego, wyobrażała sobie wiele razy ich stosunek. Nie dziwiło ją te pragnienie, odczuwała je sporo razy wcześniej, jednak tylko tym razem, musiała się od tego powstrzymywać przez tak długi okres czasu. Nagle głos Marine wyrwał ją z zamyślenia.
 - Czego sobie życzysz, Ny? - spytała swoim cienkim głosikiem i uśmiechnęła się szeroko.
 - A co jest?
 - Wszystko. Mamy własnego barmana - odrzekła blondynka z dumą.
 - Kogo? - prychnęła Ny. Oprócz Blake'a i Zane'a, w pomieszczeniu znajdowała się jeszcze jedna parka, która macała się odkąd Ny się tu zjawiła i jeden koleś w okularach i tłustych, jasnych włosach, którego głosu nie miała okazji usłyszeć. Nikogo z nich nie potrafiła sobie wyobrazić w roli barmana, lub przynajmniej osoby choć trochę znającej się na drinkach.
 - No, Blake'a - odparła Marine, jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie. Brunetka spojrzała na mężczyznę, na którego twarzy powrócił szelmowski uśmiech.
 - Ty!? - zapytała Nayah z niedowierzaniem.
 - A kto inny? Umiem zrobić wszystko - odpowiedział brunet pewnym głosem. - Więc czego sobie życzysz, skarbie? - dodał po chwili, a jego uśmiech nie schodził mu z buzi.
 - Mojito - odparła natychmiast.
Był to ulubiony drink dziewczyny, znała jego przeróżne wersje, dlatego była pewna, że będzie w stanie ocenić jego robotę.
 - Dla ciebie wszystko - odparł Blake, po czym ruszył z Marine w stronę kuchni.

 - A gdzie ta twoja kuzynka? - zwrócił się mężczyzna do blondynki, krojąc limonkę na małe kawałki.
 - Kto? - spytała Marine, nie za bardzo rozumiejąc o co mu chodzi.
 - No ta, której niby Ny obiecała się tobą opiekować - odparł Blake, domyślając się, że brunetka wymyśliła sobie tę historyjkę.
 - Ach, pewnie chodzi o Leah.
Marine zmarszczyła lekko brwi. Nie miała pojęcia, że Nayah miała kontakt z Larsonówną. Dlaczego jej nie powiedziała? I dlaczego w ogóle jej słuchała?
 - Coś się stało? - spytał brunet, widząc dezorientacją na twarzy koleżanki.
 - To nic takiego... Tylko... Leah kiedyś przyjaźniła się z Ny. Właśnie dzięki niej poznałam Bryant i zdobyłam pracę.
 - Kiedyś?
Marine zamilkła na chwilę. Nie powinna rozpowiadać rzeczy, o których Ny z pewnością nie chciałaby rozmawiać, tym bardziej z Blakiem.
 - Długa historia - spróbowała zakończyć temat. Brunet jednak wyczekująco wpatrywał się w dziewczynie, znów Marine nie należała do osób, o które długo się o coś prosi.
 - No, to czekam - dodał, wiedząc, że musi się tego dowiedzieć, cokolwiek się za tym kryje.
 - Hmm... Leah, Ny i Ray byli kiedyś przyjaciółmi. Nayah chodziła z Rayem.
 - Chodziła?
Blake za nic w życiu nie potrafił jej sobie wyobrazić ze stałym partnerem.
 - No, właściwie to się spotykali. Nie nazwałabym tego związkiem; Ny, jak wiesz, nie jest osobą, która przywiązuje się do kogokolwiek. Spotykali się, uprawiali seks, po prostu miło spędzali czas. Zazwyczaj wychodzili we trójkę - Leah często zabierała mnie z nimi, byli naprawdę zgraną paczką.
 - I co się stało? - zapytał Blake, coraz bardziej zaciekawiony tą historią. Wrzucił pokrojone limonki i dwie łyżki brązowego cukru do szklanki, po czym wsłuchiwał się dalej.
 - Ray zakochał się Leah. A ona w nim.
 - Zdradził ją!? - krzyknął brunet, który nie wiedzieć czemu odczuł złość na tę myśl.
 - Nie, nie. Powiedział o tym Ny. Nie odważyłby się jej zdradzić, zresztą Leah też by nigdy tego nie zrobiła. Gdy jej to oznajmił, Nayah to zaakceptowała. Wiem, to trochę dziwnie brzmi, ale ona już taka jest. Bezuczuciowa. Życzyła im szczęścia, które chyba nie było im dane. Leah wyjechała. Nie potrafiła znieść myśli, że zakochała się w chłopaku swojej najlepszej przyjaciółki i... znikła. Po miesiącu Ray wyjechał, by ją odnaleźć. Tak już minęły dwa lata.
 - Odnalazł ją?
 - Nie mam pojęcia, nie mam z nimi kontaktu. Ale z tego co się od ciebie dowiedziałam Nayah ma. Może rzeczywiście nie ma im tego za złe.
Blake zamyślił się na chwilę. Nayah faktycznie wydawała się osobą bez uczuć, nie potrafiącą się przywiązać, pokochać. Sam nigdy taki nie był, jednak teraz zaczęły go nurtować różne myśli. Co jeśli ona naprawdę go kochała? Co, jeśli jej dwie najbliższe osoby sprawiły jej największy ból, jaki można odczuć? Po chwili wyrzucił te myśli z głowy. To niemożliwe. Ny jest inna. Ny nie wierzy w miłość, Ray pewnie był dla niej tylko przyjacielem z przywilejami. A jednak możliwość jej cierpienia przyprawiały go o dawkę złości i współczucia. Nie miał pojęcia skąd to się wzięło. Postanowił nie myśleć o tym dłużej, tylko dokończyć drinka. Wlał do szklanki trochę nektaru z limonki, po czym dodał na górę skruszony lód. Zalał tę mieszaninę białym rumem, który kolejno pokrył limonkę, lód i miętę, na końcu mieszając się z sokiem. Dopełnił drink wodą gazowaną, po czym wymieszał wszystko mieszadełkiem i zadowolony zaniósł go do salonu.
 - Proszę bardzo - oznajmił dumnie, wręczając Ny szklankę. Kobieta kiwnęła głową na znak podziękowania, po czym odebrała swój trunek. Kosztując go, nie potrafiła uwierzyć, że zrobił go własnoręcznie. Był naprawdę dobry - oczywiście piła lepsze - jednak nie mogła mu niczego zarzucić. Z wdzięczności posłała mu delikatny uśmiech, po którym Blake ponownie nie potrafił oderwać od niej oczu.

 Impreza się rozkręciła około dziesiątej, gdy wszyscy byli pod lekkim, bądź dużym wpływem alkoholu. Muzyka dudniła głośną i szybką muzyką, przy której większość tańczyła roześmiana. Doszło kilka osób, których Ny - popijając szóstego drinka -  nie była w stanie zapamiętać. Tańcząc, trzymała wciąż w dłoni szklankę, od czasu do czasu mocząc w niej usta. Blake wydawał jej się trzeźwy, choć wyraźnie pamiętała go pijącego piwa. Nie zastanawiała się nad tym długo, bo muzyka znów zawładnęła jej ciałem, a alkohol we krwi tylko jej w tym pomagał.

 Brunet siedział spokojnie na fotelu, wpatrując się w tańczącą dziewczynę. Tak bardzo pragnął ją mieć w tej chwili, że nie zdołał się powstrzymać. Gwałtownie ruszył na parkiet, przypierając Nayah do ściany. Jego ramiona uniemożliwiały jej przejście w którąkolwiek stronę.
 - Chcę ciebie - wyszeptał jej do ucha. Ny poczuła ciarki na całym ciele, jednak nic sobie z tego nie zrobiła. Odwróciła się do mężczyzny, stając z nim twarzą w twarz. Ich wargi były niebezpiecznie blisko siebie, mimo to żaden z nich nie przybliżył się do drugiego.
 - Wiem - odpowiedziała równie cicho, po czym uśmiechnęła się tajemniczo. Czuł jej ciepły, wilgotny oddech na twarzy; widział jak jej szkliste, jasne oczy wesoło wpatrywały się w niego, jak w jakąś nową zabawkę. Brunetka nie odepchnęła go, lecz również się nie przybliżyła. Stali przez chwilę w bezruchu. Blake dostrzegł, jak jej wargi się powoli rozchylają. Zrobiłby wszystko, by w tym momencie ją pocałować - ona jednak szybko je przymknęła. Zacisnęła lekko dolną wargę zębami, by po chwili ją puścić. Brunet nie wytrzymał. Pociągnął ją za rękę w stronę sypialni Marine. Ny posłusznie ruszyła za nim, wciąż się uśmiechając.

 Gdy tylko znaleźli się w drugim pomieszczeniu, Blake rzucił się na nią, całując dosłownie wszędzie. Szybkie i namiętne pocałunki, przerodziły się w grę pożądania. Chciał ją mieć, całą, teraz. Nikt nie potrafiłby mu w tej chwili przeszkodzić. Nayah odwzajemniła pocałunek, napawając się chwilami jego dotyku. Brunet objął ją w talii, nadal nie odrywając warg. Wypełniało go szczęście, namiętność; wreszcie ją czuł, jej smak, dotyk. Nie potrafił się opanować, chciał więcej i więcej. Po chwili podniósł dziewczynę i delikatnie zrzucił na łóżko. Ściągając bluzkę, spojrzał na nią, lecz ona tylko znów się uśmiechnęła.
 - Naprawdę myślisz, że jestem taka głupia, Walker? - spytała ironicznie, po czym roześmiała się głośno.
 - Właściwie, to tak - odpowiedział jej, czując jak powraca mu poczucie humoru - Ale nie w tym sęk.
 - Wiedz, że przed północą, nie pozwolę ci się posunąć dalej.
 - Wiem. Dlatego tak długo musiałem czekać. Spójrz na zegarek - odparł poważnym tonem. Nayah troszkę zbita z tropu wyciągnęła swoją komórkę. Kilka razy mrugnęła powiekami, by się upewnić, że widoczne cyfry są prawdziwe. 00:03.
 - Tak, wygrałaś - wyczytał jej myśli.
Brunetka nie potrafiła w to uwierzyć. Naprawdę dała radę! A ten ignorant będzie teraz kompromitowany przez dwa tygodnie!
 - Ale... - zaczął, przybliżając się do niej niebezpiecznie blisko - ...to nie zmienia faktu, że nadal cię pragnę - dokończył, delikatnie siadając na nią okrakiem.
Położył swoje dłonie na jej biodrach, zniżając się w stronę ud. Gdy tylko poczuł koniec sukienki, zaczął podnosić tkaninę do góry, znów usta ponownie przybliżył do jej warg. Ny nie miała już żadnych zahamowań. Wygrała zakład, zdobywając również jego. Sama zaczęła go całować, zniżając swe usta do jego szyi, następnie torsu. Jego delikatnie wyrzeźbione mięśnie, dodawały jej ochoty by je dotykać. Zdjął z niej sukienkę, ona sięgnęła po jego spodnie. Namiętność, która obudziła każdego z nich, dawała o sobie znać. Pozwoliła im na więcej, odkrywając coraz to nowe emocje. Nayah poczuła, jak w nią wchodzi, a fala rozkoszy jaką poczuła była przeogromna. Nigdy nie było jej tak dobrze. Nikt dotąd nie sprawił, że czuła się taka ważna, tak pożądana i uwielbiana. Próbowała z siebie dać jak najwięcej, bo tyle też dostawała w zamian.
Obaj mieli przyspieszone oddechy, gdy w końcu oderwali się od siebie. Dysząc, nie potrafili wymówić nawet słowa. Rozkosz spełnienia rozrywała ich od środka i choć często się nie dogadywali, byli pewni jednego - w łóżku sprawdzali się perfekcyjnie.
 - Nie byłeś taki zły - wysapała Nayah z uśmiechem.
 - Ty lepiej szykuj się do wycieczki - odparł jej.
 - Jakiej wycieczki?
 - Miało nie być żadnych pytań.
Jego odpowiedzi kolejny raz doprowadziły ją do dezorientacji. Po chwili jej serce jeszcze bardziej przyspieszyło, po czym rzuciła się w poszukiwaniu budzika Marine. Gdy go odnalazła, stała w bezruchu jeszcze przez chwilę wpatrując się niedowierzanie w liczbę, która ukazała się przed nią.
 - Ty... Ty... Ty sukinsynie, idioto, debilu! PRZESTAWIŁEŚ MI ZEGAREK! - wykrzyczała najgłośniej jak umiała, słysząc jego debilny chichot. Nadal miała przed oczami dwudziestą trzecią pięćdziesiąt cztery, którą nagle widziała w każdym zegarze, oprócz tym w jej komórce.
 - "Wszystkie chwyty dozwolone" - zacytował jej własne słowa, szczerząc się w szerokim uśmiechu. W tym samym momencie drzwi do pokoju się otworzyły, a w nich pojawiła się dwójka ludzi, zupełnie obca dla Blake'a i przeciwnie - dla dziewczyny.
 - LEAH, RAY!? - wykrzyknęła Ny. Na moment zapomniała, że jest w samej bieliźnie, bo poczuła jak robi jej się niedobrze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz