She can lead you to love, she can take you or leave you.
She can ask for the truth, but she'll never believe.
Nayah wpatrywała się w chłopca wzrokiem, którym nikt nigdy nie chciałby być obdarzony. Stała w bezruchu jak sparaliżowana, nie potrafiąc wydusić nawet słowa. Nie wiedziała czy powinna się śmiać czy złościć. Fakt, że ją oszukał, a właściwie fakt, że zdołał ją oszukać przyprawiał ją o niezłą dawkę nienawiści. Z drugiej strony, wstydziła się swojej naiwności i swej reakcji, jednak wiedziała, że nie może dać po sobie tego poznać. Zacisnęła więc mocniej wargi, po czym podniosła wyżej głowę.
- Nie mam ochoty cię poznawać - powiedziała głośno, nie spuszczając z niego wzroku.
Złość jest jednak najlepszym sposobem na wyjście z tej sytuacji. Dawno by go wyrzuciła ze studia, gdyby nie pragnienie dokończenia pracy idola.
- Albo przestaniesz się odzywać w sprawach niezwiązanych z twoim tatuażem, albo się pożegnamy i pójdziesz sobie kończyć go gdzie indziej.
- Naprawdę myślisz, że tak mi zależy żebyś go kończyła? - spytał z drwiącą miną. Wściekłość w sekundę powróciła do Ny, tym razem ze zdwojoną siłą.
- To co tu jeszcze robisz? - odparła, po czym odwróciła się na pięcie.
Nie miała zamiaru błagać go o kończenie swojego dzieła, nawet jeśli tak bardzo tego pragnęła. Nie warto narażać swej dumy. Gdy poczuła, że złapał ją za ramię, odruchowo wyrwała się z uścisku.
- Nie dotykaj mnie!
- Jeszcze kiedyś mnie o to poprosisz - skomentował Blake, uśmiechając się przy tym.
- W twoich snach.
- W twoich też, skarbie.
- Nie jestem twoim skarbem. Właściwie, któż by chciał?
- Zdziwiłabyś się, jak wiele kobiet.
- Yhym, a ja nie jestem jedną z nich, dlatego opuść ten budynek jak najszybciej, albo wezwę ochronę.
- Mógłbym zrobić jeden telefon, a Calvages wykończyłby mi go jutro.
Zainteresowanie jego słowami w mig powróciło do dziewczyny.
- Co? - spytała, mając na uwadze, że prawdopodobnie zmyśla kolejną historyjkę.
- Jednak tego nie zrobię, bo zależy mi, by mój tatuaż był autorstwa panny Bryant - dokończył spokojnym tonem.
- Chyba już na to za późno - odparła, zastanawiając się nad wcześniejszymi słowami bruneta. - Od dziś przestaje wykonywać tatuaży na idiotach - dodała, mając nadzieję, że go zdenerwuje.
- Czyli bez obaw możesz mi go dokończyć - powiedział uśmiechnięty. Ny nie miała siły na dalsze dyskusje.
- Żegnaj. Idioto.
- Zapłacę podwójnie - dodał, gdy Ny była już w progu drzwi. Dziewczyna spojrzała na niego. Właściwie pasowała jej stawka tatuażystki, której doświadczenie zwiększało pensje z roku na rok. Nigdy jej nie brakowało pieniędzy, choć też zawsze kupowała tylko niezbędne rzeczy. Teraz, poczuła nagle chęć posiadania trzech tysięcy dolarów za jeden dzień pracy, plus satysfakcję z kończenia pracy Calvagesa.
- Czemu ci tak zależy?
- Już mówiłem. Słyszałem, że jesteś łatwa - odpowiedział, po czym ponownie się uśmiechnął. Tym razem nie wyprowadził jej z równowagi. Wręcz przeciwnie, sama Ny się uśmiechnęła.
- Pozdrów Rickiego - oznajmiła, nadal unosząc kąciki warg.
- A więc przyznajesz się do tego?
- A więc przyznaję się, że prędzej wylądowałabym w łóżku z orangutanem, niż z tobą.
- Założysz się?
- A masz orangutana?
Chłopiec szczerze się roześmiał. Nie spodziewał się, że ta kobieta ma poczucie humoru.
- Chodziło mi o tę część ze mną.
- Chcesz się założyć, że się z tobą prześpię!?
- Właśnie tak.
Brunetka spojrzała na Blake'a jak na chorego psychicznie.
- Jesteś pewny tego co mówisz?
- Jak najbardziej, słonko.
- Ten zakład jest już przesądzony.
- Tak ci się tylko wydaje. Nie poznałaś jeszcze mojego uroku.
Blake wyszczerzył się w uśmiechu, po czym poruszył zalotnie brwiami.
- Trudno poznać coś, co nie istnieje. Co mi dasz kiedy wygram?
- Jeśli wygrasz. Co tylko chcesz.
Ny umilkła. Przez chwilę zastanawiała się, czego by najbardziej od niego chciała. Odpowiedź szybko przyszła. Kompromitacji.
- Będziesz sprzątał moje mieszkanie przez dwa tygodnie w stroju pokojówki z pornoli - oznajmiła z szyderczym uśmiechem.
Blake zastanowił się chwilę, po czym przytaknął.
- Jeśli ja wygram, pozwolisz się zabrać gdziekolwiek chcę, bez żadnych pytań, po czym szczerze odpowiesz na wszystkie moje pytania.
Nayah wpatrywała się w bruneta. Dla każdego przeciętnego człowieka, byłoby to najłatwiejsze zadanie na świecie. Nie dla niej. Właściwie nigdy nie mówiła o sobie, o swoim dzieciństwie czy rodzinie. Nienawidziła wracać do jakichkolwiek wspomnień. Oddzielała przeszłość od teraźniejszości grubą kreską, którą on mógłby zgumować jednym pytaniem. Zapewne byłoby to gorsze przeżycie, niż dwuletnie wizyty u psychologa sprzed kilku lat.
- Kiedy mogłabym odebrać moją nagrodę?
- Za miesiąc.
- Czyli masz miesiąc na zaciągnięcie mnie do łóżka?
Właściwie tylko jej stu procentowa pewność, że wygra zakład, pozwoliła jej na jego przyjęcie.
- Zgoda - odparła po chwili, po czym oboje się uśmiechnęli z myślą o swojej wygranej.
Ny kończyła swoją pracę z ogromną perfekcją, jednocześnie z większym spokojem niż wcześniej. Świadomość, że miała haka na tego dupka, dodawała jej satysfakcji i ukojenia. Czuła jego wzrok na sobie, jednak nie pozwoliła sobie na spojrzenie w jego stronę. Wiedziała, że próbowałby wszystkiego, aby tylko poczuła większe pożądanie. Jego nieźle umięśnione ciało wcale nie pomagało jej w tłumieniu tego uczucia. Starała sobie przypomnieć wszystkie jego słowa, przez które go znienawidziła. Po chwili poczuła się lepiej, a nawet obrzydziła się na myśl migdalenia się z tym idiotą. Z uśmiechem spojrzała na bruneta.
- Gotowe - odezwała się. Mężczyzna podniósł się powoli i spojrzał w dół na swoją klatkę piersiową. Była cała zaczerwieniona, a z niektórych miejsc nadal ulatywała krew. Był to widok co najmniej obrzydliwy, jednak Nayah przyzwyczaiła się i widziała w nim tylko swoje piękne dzieło.
- Fuj - wyjęczał.
Oprócz bólu, musiał znosić jeszcze ten ohydny widok.
- Nie jęcz, po tylu tatuażach powinieneś być przyzwyczajony.
Brunetka miała rację. Oprócz poprzedniego tatuażu na ramieniu, miał jeszcze trzy: na kostce, łydce i na drugiej ręce. Nadal jednak nie potrafił wytrzymać widoku krwi.
- Co z plecami? - zapytał.
Jego ton był nadzwyczaj neutralny, całkiem inny od poprzedniego, którego używał by się z niej naśmiewać.
- Możemy je zrobić jutro, chyba że ci zależy na czasie, to dokończę go teraz. Sęk w tym, że nie możesz położyć się na brzuchu, bo masz tam świeży tatuaż. Będziesz musiał siedzieć schylony, co może źle wpłynąć na twoje plecy.
- Zaczynasz się o mnie troszczyć? - spytał, a uśmiech ponownie pojawił się na jego twarzy.
Dziewczyna spojrzała na niego ironicznym wzrokiem.
- To moja praca, by uświadamiać klienta o ewentualnym bólu, ale masz rację, już nie będę. Siadaj.
- Lubisz rządzić, co? Będę miał to na uwadze, wygrywając nasz zakład.
Nayah westchnęła.
- Znowu zaczynasz? Już ci mówiłam, że nawet gdybyśmy zostali ostatnimi ludźmi na ziemi, wolałabym zostać starą panną, niż cię dotknąć.
- Hm, zapewne przyzwyczaiłaś się do myśli o zostaniu starą panną - odpowiedział bezczelnie, jednak brunetka nie zareagowała. Zdołała się nauczyć ignorować jego docinki.
- Schyl się - rozkazała, po czym włączyła swoją maszynkę. Gdy z pierwszej rany wylała się krew, brunetka sięgnęła po szmatkę. Szukając jej, zorientowała się, że zapomniała przynieść nową. Poprzednia, z białej zrobiła się czerwona, więc wyłączyła swój sprzęt, po czym zawołała Marine.
- Tak? - spytała blondynka, która pojawiła się moment po usłyszeniu swojego imienia.
Jej grzeczny ton i przerażona mina zaciekawiła Blake'a. Czyżby bała się własnej szefowej?
- Przynieś nowe szmatki, te możesz wyrzucić - odparła brunetka surowym tonem.
- Jesteś jej służącą? - zapytał mężczyzna, widząc jak dziewczyna natychmiast rzuciła się, by pozbierać brudne tkaniny.
- Sekretarką - odpowiedziała Marine. - I dobrą koleżanką - dodała znacznie ciszej.
- Z tym drugim nie przesadzaj.
Nayah jednak miała lepszy słuch, niż się blondynce wydawało.
- Czasem wychodzimy razem na drinka. Dopóki mnie nie zostawi sam na sam z nieznajomymi. To wszystko.
- Ny, przestań już. Przecież wiesz, że...
- Przyniosłaś już te nowe szmatki? - przerwała jej zniecierpliwiona brunetka, dobrze wiedząc, że nawet nie miała takiej możliwości, skoro nie opuszczała pomieszczenia.
- Nie, nie... Już idę.
Kiedy Marine znikła z pokoju, Blake spojrzał na Nayah pytającym wzrokiem.
- Co? - warknęła dziewczyna.
- Czemu jesteś taka?
- A czemu ty jesteś takim gnojkiem?
- Żeby cię denerwować. Tymczasem ona naprawdę stara się być miła.
- Niech się stara. Może w końcu zorientuje się, że to w niczym nie pomaga.
Brunet nie odezwał się, jednak nadal wpatrywał się w nią jak w największe zło na tym świecie.
- No co? Nie powiesz mi, że ty dla kogokolwiek jesteś miły - odezwała się Ny, która nawet w głowie, nie potrafiła sobie tego wyobrazić.
- Potrafię być. Jeśli chcę. Zazwyczaj jednak wybieram tę drugą opcję. Znacznie ciekawsza - odpowiedział po namyśle, przy czym uśmiechnął się. W tym samym momencie wróciła Marine z czystymi szmatkami. Mężczyzna zwrócił się do blondynki.
- Marine, tak?
Zaskoczona dziewczyna spojrzała niepewnym wzrokiem na Nayah, po czym przytaknęła brunetowi.
- Robisz coś w piątek? - zapytał po chwili.
- Yyy... Właściwie to nie mam planów - odpowiedziała cicho Marine, patrząc na chłopaka maślanym wzrokiem. Dawno nie widziała tak przystojnego faceta. Ny wpatrywała się w tę dziwną scenę, zastanawiając się, czemu u licha ta dziewczyna się rumieni.
- To świetnie! Wpadnij do "Rolls'a", moi kumple tam grają. Powinno być ciekawie.
Blondynka zaniemówiła na chwilę, po czym uśmiechnęła się szeroko.
- Jasne, dzięki za zaproszenie.
Przez chwilę jeszcze stała w bezruchu, jednak widząc złowrogi wzrok brunetki, szybko ulotniła się z pomieszczenia. Blake wyszczerzył się w stronę Ny.
- Myślałam, że zakład jest o mnie - odezwała się.
- Co nie znaczy, że w międzyczasie nie mogę się zabawić - odparł brunet, czekając na jej reakcję.
- Nie waż się!
- Zazdrosna? - zapytał, mile zaskoczony jej gniewnym tonem.
- Chciałbyś, frajerze. Obiecałam jej kuzynce, że się nią zaopiekuje. Co równa się z tym, bym nie pozwalała jej lądować w łóżku z idiotami.
- Więc możesz też wpaść - dodał, z nadzieją, że jego plan wypali.
- Mam lepsze rzeczy do robienia w tym czasie - odparła Ny, jednak w tym samym momencie zaczęła się zastanawiać czy pojechać do "Rolls'a" motocyklem i zachować abstynencję czy też taxówką, by się na spokojnie zabawić i wyluzować.
Chyba będę Ci komentować każdy rozdział, mam nadzieję, że się nie obrazisz. Zacznę od tych złych rzeczy to zdanie: "nie należę do jednej z nich" lepiej by brzmiało np tak: "nie jestem jedną z nich", albo "nie należę do nich". Trochę też dziwnie brzmi nazywanie Blake'a chłopcem. Zaraz widzę małego zasmarkańca w spodniach na szelki. Co mi sie podoba? Ogólnie ten duet - mieszanka wybuchowa. Cięte dialogi. Oboje są inteligentni i to sprawia, że czytanie o nich jest mega przyjemne. Marine to takie ciepłe kluchy, ale myślę, że się rozkręci. Ok, idę do następnego rozdziału ;)
OdpowiedzUsuń