Rozdział V

She never gives out,
 and she never gives in, she just changes her mind.


  Pragnienie, jakie w nim wzbudziła, dawało o sobie znać. Blake nadal czuł w ustach jej smak i był świadomy tego, że niczego w tej chwili bardziej nie pożądał niż Nayah Bryant. Dotyk jej warg był nie tylko przyjemnością, miłym gestem, ale także mieszanką namiętności i pragnienia w jednym. Jej ruszające się w rytm muzyki ciało, sprawiało, że brunet nie potrafił od niej odwrócić wzroku. Był pewien, że zrobiła to specjalnie. Niewinnie wzbudziła w nim pożądanie, jakiego dawno już nie odczuwał. Wiedział, że wystarczy jedno słowo i każda kobieta w tym pomieszczeniu zniknie z nim i da mu to, czego pragnie. Każda, prócz Ny. Brunetka obdarzyła go kolejnym spojrzeniem, który napawał się swoją nieprzystępnością. Powoli oblizała swe wargi, po czym roześmiała się głośno, jakby to była najzabawniejsza rzecz na świecie. Po chwili odwróciła się i ruszyła w jego stronę. Zgrabnym ruchem usiadła obok niego, a zapach jej perfum wprawił go w jeszcze większą dezorientację.
 - Nie śliń się tak, Walker - odezwała się z uśmiechem.
Pierwszy raz uśmiechała się tak często. Alkohol rzeczywiście miał na nią dobry wpływ.
 - Myślę o nocy, w której wygram nasz zakład - odpowiedział Blake. Nayah kolejny raz się roześmiała.
 - Lepiej znajdź na e-bayu strój pokojówki. Zanim go kupisz, prześlij mi. Muszę sprawdzić, czy jest odpowiednio skąpy.
 - Tak bardzo chcesz zobaczyć moje ciało? Wystarczy poprosić, skarbie.
Blake kolejny raz wyszczerzył się w uśmiechu.
 - Ach, kochanie, nie chciałabym wyglądać jak Marine, dlatego muszę ci odmówić - powiedziała Ny. W chwili gdy miała dodać kolejną uwagę na jego temat, dostrzegła blondynkę wychodzącą z ubikacji za pomocą Zane'a.
 - W końcu.
 - Ten twój Zane to druga Matka Teresa? - spytała brunetka, zastanawiając się jak można zniszczyć sobie wieczór pomagając nieznajomej, w dodatku w nieprzyjaznych okolicznościach.
 - Nie. Po prostu ma w sobie takie coś zwane 'sercem'. Czasem się przydaje - odpowiedział Blake, na co Ny tylko prychnęła.
 - Nie opowiadaj mi o czymś, o czym nie masz zielonego pojęcia.
 - Zdziwiłabyś się, jaki potrafię być miły.
Dziewczyna spojrzała na bruneta z niedowierzaniem. Oprócz głupich, sarkastycznych uwag, nie słyszała z jego ust żadnego komplementu. Nie liczyć faktu, że chce się z nią przespać - jeśli można to brać za komplement. W tym samym momencie, Marine wraz z Zane'm doszli do stolika, po czym usiedli obok znajomych.
 - Ciężka noc - odezwał się brunet z uśmiechem, jakby kilku razowa wizyta w obrzyganym kiblu go w ogóle nie ruszała.
 - Mogłeś się bawić, Marine dałaby sobie radę - powiedziała Nayah, na co trzeźwiejąca już blondynka energicznie pokiwała głową. Na jej bladych policzkach znów pojawił się róż, a zmęczony wyraz twarzy był wyraźnym objawem kaca.  
 - I tak nie miałem ochoty - odpowiedział Zane poważnym tonem.
Nayah pytająco spojrzała na Blake'a.
 - Kłopoty z dziewczyną - wytłumaczył brunet.
 - Właśnie dlatego związki są do dupy.
Ny miała ochotę powiedzieć coś jeszcze, co mogło ujść za słowa współczucia, jednak zrezygnowała. Sam sobie to zrobił, każdy normalny wie, że zaangażowanie i przywiązanie się do człowieka przynosi tylko cierpienie.
 - Po raz pierwszy jestem zmuszony się z tobą zgodzić - powiedział Blake. - Po co komplikować sobie życie?
 - Trafił swój na swego - skomentowała Marine z rezygnacją, na co bruneci gwałtownie zaprzeczyli, tłumacząc, że nie mają ze sobą nic wspólnego. Marine tylko się roześmiała, a Zane jej zawtórował. Ta dwójka naprawdę była siebie warta.


 Nayah siedziała na swym fotelu, wbijając igłę w ciało jakiejś młodocianej dziewczyny. Zastanawiała się nad pocałunkiem, którym obdarzyła Blake'a przed kilkoma dniami. Nie mogła uwierzyć, że gdyby nie fakt, że Blake to Blake, oddałaby mu się równie łatwo, co flirtuje z mężczyznami. Jego dotyk miał na nią naprawdę dziwny wpływ, choć brunetka tłumaczyła to alkoholem.
Nie miała pojęcia, czy ten koleś umie jej czytać w myślach, lecz gdy tylko podniosła wzrok - zobaczyła przed sobą nikogo innego, jak samego Blake'a Walkera. Widząc, że go zauważyła wyszczerzył się w uśmiechu, jak to miał w zwyczaju.
 - Dzień dobry, kochanie - przywitał się.
Nastoletnia dziewczyna spojrzała na Nayah, czekając na jej reakcję.
 - Zróbmy sobie przerwę, Lindsey - zwróciła się brunetka w jej stronę, ignorując przywitanie mężczyzny - Możesz iść sobie coś zjeść, za pół godziny kończymy - dodała, po czym odczekała, aż nastolatka wyjdzie z pomieszczenia. Gdy tylko znikła za progiem, Blake ruszył w stronę Ny, siadając obok niej.
 - Pięknie dziś wyglądasz - odezwał się brunet.
 - Blake, to się staje nudne. Czego chcesz? - zapytała, chcąc jak najszybciej zakończyć tę wizytę. Nie była przygotowana na rozmowę z nim. W tej samej chwili brunet zaczął ściągać koszulkę.
 - Co ty...? Odbiło ci!? - krzyknęła dziewczyna. Blake tylko roześmiał się głośno.
 - Musisz mi zrobić poprawki - wytłumaczył, nadal chichocząc. Dopiero po chwili, dotarło do Bryantówny, że chodzi mu o tatuaż.
 - Ach, no tak -  powiedziała tylko. Co też sobie myślała?
 - No więc?
 - No więc, widzisz, że nie mam czasu. Kolejny wolny termin mam dopiero za tydzień.
 - Niech będzie. U Ciebie, czy u mnie? - zapytał, czym po raz kolejny zbił ją z tropu.
 - Co!? - spytała, jednak w  tym samym momencie usłyszała jego śmiech. - Ach, niech Cię diabli, Walker! To wszystko?
 - Właściwie to nie. Chciałem zapytać, czy nie chcesz mnie pocałować.
 - Hę? A czemu niby miałabym chcieć?
 - No wiesz, w piątek się na mnie rzuciłaś, więc pomyślałem...
 - Że co? W piątek byłam pijana, przez co mogłam pomylić cię z jakimś przystojniakiem.
 - Mogę ci z ręką na sercu powiedzieć, że masz mocną głowę - trafiłaś na najprzystojniejszego faceta w mieście! - odpowiedział, po czym roześmiał się.
 - Idź już lepiej, zanim jestem na tyle miła, by nie kopnąć cię w jaja.
 - Miałem rację, że lubisz ostrą zabawę Bryant!
Blake znów zarechotał, jednak widząc surową minę Ny, spoważniał.
 - No to idę... - stwierdził po chwili, po czym stanął i ruszył w stronę drzwi na potwierdzenie swych słów - Do zobaczenia, skarbie! - zawołał jeszcze na pożegnanie. Dziewczyna widziała jego szeroki uśmiech, póki nie zniknął za drzwiami jej gabinetu.

 Nayah ubrała swą czarną, koronkową sukienkę, którą wybierała jedynie na większe okazje. Była to jej ulubiona jak i właściwie jedyna sukienka znajdująca się w jej szafie. Choć wybierała się na zwykłą imprezę, organizowaną przez Marine, czuła, że musi ją włożyć. Oczywiście nie dla blondynki, ale dla pewnego bruneta, który miał nadzieję, że przed północą ją zaliczy. Nie zaskoczył ją fakt, że Thompson zaprosiła Blake'a i Zane'a. Ostatnimi tygodniami często wybierali się na piwo, czy drinka i Ny musiała przyznać, że pomimo głupoty i arogancji Walkera - polubiła tych chłopców. Oczywiście, nawet gdyby groziliby jej śmiercią nie przyznałaby się do tego. Chciała jednak wyglądać dziś jak najlepiej, by wzbudzić w Blake'u niepohamowane pożądanie, którego nie będzie mógł zaspokoić. Przynajmniej nie do północy - chwili, kiedy ich zakład dobiegnie końca. Nie mogła się już doczekać smaku wygranej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz