Rozdział VIII


She'll bring out the best and the worst you can be -
blame it all on yourself, 'cause she's always a woman to me.


- Zatrzymaj się - rozkazała brunetka, siedząc na miejscu pasażera. Spojrzała złowrogim wzrokiem na kierowcę, który zdecydowanym ruchem nacisnął mocniej na gaz.
- Zatrzymaj się! - powtórzyła, tym razem o trzy tony głośniej. Mężczyzna znowu zignorował jej słowa i zamiast zahamować pojazd, uśmiechnął się szeroko. Nayah spojrzała na profil bruneta, który wciąż intensywnie milczał. Kobieta gotowała się ze złości i miała ochotę rozłupać mu czaszkę o beton, choć i to wydawało się zbyt lekką karą.
- Wyskoczę z auta - oznajmiła po chwili, czekając na reakcję Blake'a. Wiedziała, że to dziecinne, jednak jej aktualny stan pozwoliłby naprawdę tego dokonać. Mężczyzna westchnął, po czym odwrócił twarz w stronę brunetki, przestając patrzeć na jezdnię.
- Wyskakuj. Może przysłużysz się tym społeczeństwu - skomentował, czym tylko bardziej rozzłościł dziewczynę. Nayah nacisnęła na klamkę, jednak bez skutku. Drzwi były zablokowane.  Mężczyzna kolejny raz roześmiał się. - Tylko ja je mogę odblokować, więc nie próbuj żadnych sztuczek. Usiądź wygodnie i zamknij się w końcu. Złość piękności szkodzi - powiedział spokojnym głosem i po raz kolejny się uśmiechnął.
Bryant zamilkła na chwilę, jednak nie przez życzenie bruneta. W pewien sposób sprawił jej komplement, co dotychczas nie zdarzało się zbyt często. Właściwie nie pamiętała ani jednego miłego słowa z jego ust. Na swój prymitywny sposób, zasugerował, że jest piękna.
- Jesteśmy na miejscu.
Słowa mężczyzny wyrwały Ny z rozmyślań. Wyjrzała zza okna, by przestudiować wygląd otoczenia. Znajdowali się przed ogromną bramą, zza której wyłaniała się piękna, biała willa. Kobiecie przyszło na myśl, że wjeżdżają do domu jakiejś hollywoodzkiej gwiazdy. Z niesmakiem spojrzała na Walkera.
- To twój dom?
W tym samym momencie metalowa brama zaczęła się rozsuwać, a brunet nacisnął na gaz. Wjechali na wielki podjazd, tuż przed wykonaną we włoskim stylu rezydencją. Blake pokręcił przecząco głową.
- Nie mój, mojego wujka - odparł. Kobieta ze zdziwieniem rozglądnęła się wokół. To pierwszy raz, kiedy Walker cokolwiek wspomniał o rodzinie. Nie miała pojęcia, że ma bogatych krewnych. Po raz kolejny poczuła niesmak i dezaprobatę. Rozpieszczony dureń.
- No tak, teraz już rozumiem dlaczego stać cię było na tatuaż za podwójną cenę. Zapożyczasz się u wujaszka.
Blake zadrżał i spojrzał na brunetkę. Jego twarz lekko poczerwieniała, a zwykle brązowe tęczówki zdawały się być prawie czarne. Zacisnął mocno wargi i przeszył ją złowrogim wzrokiem. Nayah przez moment przeraziła się. Nigdy nie widziała go w takim stanie. Wyglądał jakby miał zamiar ją zabić.
- Nigdy. Nigdy, w całym moim życiu nie pożyczyłem pieniędzy od nikogo - wyszeptał wściekle, a brunetka zrozumiała, że jest to dla niego drażliwy temat. Od razu się uśmiechnęła, chcąc wykorzystać tę wiedzę. Już otwierała buzię, by złośliwie skomentować jego reakcję, jednak z jej ust nie wydobył się żaden dźwięk. W jego oczach dojrzała teraz nie tylko wściekłość, ale także cień smutku, jakby wiązała się z tym jakaś tragedia. Natychmiast zrozumiała, że nie powinna tego dalej ciągnąć. Niezależnie od tego, jak bardzo go nienawidziła - są tematy, od których powinno się trzymać z daleka. Dla Walkera był to właśnie taki temat. Blake odczekał chwilę i otworzył drzwi samochodu. Brunetka zrobiła to samo, zastanawiając się po co ją tu przyprowadził. Milczała jednak, nie chcąc zakłócić ciszy, jaka zapanowała.
- Chodź - odezwał się Blake, tym razem spokojnie. Otworzył drzwi budynku i przepuścił Ny. Widok osłupiałej miny kobiety po wejściu do środka, sprawił, że na twarzy Walkera powrócił uśmiech. Był tu tysiące razy, więc już dawno przestał zwracać uwagę na bogato zdobione ściany, wysokie sufity, czy złote poręcze. Zawsze żartował z wujka, że zrobił z własnego domu pałac na pokaz, jakby nie mógł zadowolić się skromnym mieszkaniem.
- Henry! - zawołał na cały głos, zastanawiając się czy jego wujek jest w środku czy też na zewnątrz.
- Idę, idę. Nie drzyj się tak, młody - usłyszał znany mu głos zza drzwi pokoju. Po chwili ukazał się w nich 62-letni mężczyzna, z długimi siwymi włosami i kozią bródką. Jego ciało było wytatuowane od stóp, aż po szyję. Nayah rozszerzyła oczy, nie potrafiąc uwierzyć, że przed nią stoi nie kto inny, tylko sam Henry Calvages. Najznakomitszy tatuator w całej Ameryce. Mistrz, geniusz, a przede wszystkim jej największy idol od dzieciństwa. Nie była pewna, czy jest bardziej zszokowana staniem z nim w jednym pomieszczeniu, czy też faktem, że Calvages jest wujkiem Walkera.
- Kogo mi tu przyprowadziłeś? - zapytał staruszek, patrząc na Bryant.
- Twoją koleżankę po fachu, Nayah Bryant. To ona robiła mi skrzydła - odparł Walker, zadowolony, że niespodzianka się udała. Brunetka wyglądała jakby zobaczyła ducha.
- Dzień dobry - przywitała się kobieta pewnym głosem. Próbowała nie dać po sobie poznać swojego zaskoczenia jak i ekscytacji, jednak nie zbyt jej się to udało.
- Cześć mała. Niezła robota - skomentował Henry, wskazując na klatkę piersiową chrześniaka. Ny zadrżała na te słowa. Była to największa pochwała jaką dostała i to z ust samego Calvagesa. Kiwnęła głową w podziękowaniu, nie potrafiąc wydusić z siebie słowa.
- Idziemy na plaże, Henry. Idziesz z nami?
- Nie, nie. Mam tu sporo pracy. Miło było cię poznać mała - pożegnał się staruszek, po czym puścił w jej stronę oczko.


- Myślisz, że jak przedstawiłeś mi Calvagesa, to nagle wszystko będzie w porządku? - zapytała z wyrzutem Nayah, kiedy kilka minut później siedzieli na piasku. Okazało się, że willa tatuażysty leży nad samym morzem, do czego dochodziła prywatna plaża. Ny nigdy nie lubiła bogactwa i przepychu, jednak nie miałaby nic przeciwko posiadaniu własnego kawałka plaży. Blake roześmiał się.
- Myślę, że tak - odparł i wyszczerzył się w uśmiechu.
- Wiedziałam, że nawet myśleć nie potrafisz - skomentowała brunetka.
- Przynajmniej nie wyglądam jak wytargany z łóżka - odparł Walker, wpatrując się w jej szary, szeroki dres i rozczochrane włosy.
- Zawdzięczam to pewnemu kretynowi.
- Przejdźmy do rzeczy - zaczął brunet, znudzony w kółko tymi samymi docinkami. - Leah i Ray nie są już razem - dodał cicho. Nayah zadrżała słysząc znajome imiona.
- I co mnie to obchodzi? Mogliby pozabijać się nawzajem, mam ich głęboko w...
- Dobra, dobra. Gdyby naprawdę tak było, nie byłabyś zła na nich. Byliby ci obojętni.
- Są dla mnie obojętni.
- To dlaczego zaciskasz z całej siły pięści jak o tym mówisz? - zauważył brunet i kolejny raz się roześmiał, widząc jak Ny szybko rozluźnia dłonie.
- Zamknij się już. Wracamy.
- Nigdzie nie jedziemy, mam ciebie przez cały dzień i mogę pytać o co chcę. Kochałaś Raya?
Na te słowa Ny prychnęła śmiechem.
- Żartujesz sobie? Nie ma miłości.
- Może i nie ma. A jednak był dla ciebie kimś ważnym.
- Był moim przyjacielem... ale co ty możesz o tym wiedzieć, skoro ich nie masz.
- Mam Zane'a, Henry'ego nawet Marine mnie polubiła. A ty nie masz nikogo - odparł Blake, a brunetka spojrzała na niego złowrogim wzrokiem.
- Nie potrzebuję nikogo.
- Tak ci się tylko wydaje, mała - odparł Blake, udając głos Henry'iego. - Zaczekaj, aż się we mnie zakochasz. Wtedy dopiero będziesz mnie potrzebowała.
- W twoich snach, Walker.
- W twoich też, słońce - skomentował brunet, uśmiechając się szeroko. - Właściwie... bylibyśmy niezłą parą.
Nayah również się uśmiechnęła.
- Pozabijalibyśmy się nawzajem w tydzień - odpowiedziała, wyobrażając sobie ten obraz.
- Pewnie tak... Ale seks byłby dobry.
Bryant wybuchnęła śmiechem.
- Kto by pomyślał, że potrafisz być zabawny, Walker?
- Kto by pomyślał, że tobie się to spodoba, Bryant? - odparł Blake, po czym kolejny raz się roześmiał, widząc oburzoną minę brunetki, gdy dotarły do niej jego słowa.



Z góry przepraszam za tą notkę. Wiem, że jest daremna i nudna, ale próbuję na nowo wejść w rytm tej historii, jeśli wiecie co mam na myśli. Za każdym razem jak ją czytam, wydaje mi się coraz to bardziej tandetna, planowałam ją usunąć. Zrezygnowałam jednak z tego pomysłu, ale obiecuję, że w następnym rozdziale się poprawię.
Dodatkowo dodałam Streszczenia z lewej strony bloga. Jest to zakładka dla starych czytelników, dla przypomnienia o czym były poprzednie rozdziały. Bardzo dziękuję za ten pomysł Alicji ;-)
Straciłam wielu czytelników, mało kto pozostał, jednak tym, którzy się tu znaleźli - serdecznie dziękuję ;-)


3 komentarze:

  1. Ten rozdział jest świetny! Nie mam pojęcia, dlaczego uważasz inaczej, ale rozumiem, że to pewnie przez to wchodzenie w rytm. Zaskoczyłaś mnie totalnie tym, że Henry jest wujkiem Blake'a, chłopak jest tajemniczy jak widać. Nayah i Blake to swa zadziorne charakterki, uwielbiam ich rozmowy i muszę przyznać, że Walker miał rację, a w głębi siebie Bryant o tym wie. Ciekawi mnie, czy ona odpowie szczerze choć na jedno jego pytanie. Dobrze, że napisałaś streszczenia, ale ja i tak pamiętałam, co się działo wcześniej. Dlatego uznałam, że Twoje opowiadanie jest niezwykłe, bo się bardzo wbiło w moją pamięć :) życzę weny i czekam na dalsze rozdziały :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej ! Powracasz w wielkim stylu ;) Rozdział bardzo mi się podobał, Walker wcale się nie zmienił . No i kto by pomyślał, że jego wujkiem będzie właśnie Henry ? Niecierpliwie czekam na ciąg dalszy tego spotkania . Pozdrawiam serdecznie ;)

    [ http://odglosy-nocy.blog.onet.pl/ ]

    OdpowiedzUsuń
  3. Nawet nie wiesz jak się cieszę, że wróciłaś :)
    Bardzo tęskniłam za tym opowiadaniem, a dzięki zakładce "Streszczenia: odświeżyłam sobie pamięć :)
    Zgadzam się z "przedmówczynią" wracasz w wielkim stylu :) Strasznie spodobał mi się ten rozdział. Przede wszystkim wielkie zaskoczenie, że wujkiem Blake'a jest Henry, ten HANRY :)
    Oczywiście nadal chce być informowna o nowych rozdziałach, na http://taniecdlakazdego.blogspot.com/ ;)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń