Rozdział II

She only reveals, what she wants you to see.
She hides like a child, but she's always a woman to me.


           Dziewczyna siedziała obok, nachylona nad jego klatką piersiową tak, że końcówki jej włosów delikatnie łaskotały jego ciało. W prawej ręce trzymała maszynkę, która boleśnie wprowadzała barwnik pod jego skórę, znów palce lewej dłoni, pokryte białą, gumową rękawiczką łagodnie spoczywały na jego ramieniu. Leżąc właściwie pod nią, miał idealny widok na jej zaciętą twarz i przenikliwe oczy. Niektóre kosmyki włosów nieznacznie zakrywały jej policzki, jednak chłopak spędził już z nią dość czasu, by orientować się co się za nimi kryje. Zdążył także przekonać się, że potrafi niesamowicie wpływać na jej humor. Innymi słowy wkurzał ją jak nikt inny i dobrze o tym wiedział. Właściwie nie tylko wiedział, ale także potrafił to nieustannie wykorzystywać.
    - Zawsze gdy się skupiasz na pracy, robisz taką głupią minę? - spytał nagle, szczerząc się w uśmiechu. Jej mina wcale nie była głupia, wręcz przeciwnie - pociągała go ta powaga na jej twarzy. Brunet jednak nie potrafił się powstrzymać, by jej nie rozwścieczyć. Dziewczyna tylko spojrzała na niego lekceważąco, po czym ponownie skupiła wzrok na konturach skrzydeł.
 - Kto ci robił ten tatuaż? - odezwała się, wskazując na dzieło wykonane na jego ramieniu, od którego odprowadzała skrzydła.
 - Tatuażysta - odpowiedział brunet, czekając, aż się w końcu zdenerwuje.
 - Henry Calvages? - zapytała. Calvages był mistrzem w swoim fachu, znany w całym kraju. Podziwiała jego pracę, jak i jego osobę. 60-letni tatuażysta z roku na rok stawał się coraz lepszy, co było już prawie niemożliwe, znów zapisy do niego wyprzedzone były o osiem lat. Nie umiała się powstrzymać od myśli, że tatuaż bruneta wyglądał jak robota Calvagesa. Jej ciekawość brała górę nad obietnicą ignorowania chłopca.
 - Naprawdę myślisz, że byłoby mnie na niego stać?
 - W ogóle o tobie nie myślę, byłam po prostu ciekawa czy Calvages wykonuje tatuaże także na kretynach - odpowiedziała, zdając sobie sprawę, że od tego człowieka chyba niczego się nie dowie. Brunet uśmiechnął się.
- Tak, to jego wykonanie.
Ny spojrzała na niego, po czym z dumą wróciła do wbijania igły w tego pajaca. A więc naprawdę kończyła pracę samego Hanry'ego Calvagesa. Niesamowite uczucie.
 - Niezła zmiana - odezwała się.
 - Kolega mi o tobie opowiadał.
 - Hę?
 - Ricky.
Dziewczynie nic nie mówiło to imię, dlatego nie zareagowała na zaczepki bruneta.
 - Blondyn o wysokim tonie głosu - dodał.
Nayah gwałtownie spojrzała na chłopaka. Nie, to niemożliwe.
 - Mówił, że jesteś łatwa.
Ny znieruchomiała. Zaskoczonym wzrokiem popatrzyła na ślepia bruneta, po czym zdała sobie sprawę z jego świadomie wypowiedzianych słów. Kobieta nie wytrzymała. Przerwała swoją pracę, po czym odwróciła się raptownie, wychodząc z pomieszczenia. Przekraczając próg balkonu, wymacała swą kieszeń w celu odnalezienia czerwonej paczki Marlboro. Zapalając papierosa, zastanawiała się kto wychowuje takich pieprzonych dupków. Sukinsyn. Naprawdę gdy go zobaczyła, przeszło jej przez myśl, że jest przystojny? Właściwie był, jednak jego niemalże grubiański, niewyrachowany charakter sprawił, że nie potrafiła o nim myśleć inaczej, niż jak o największym wcieleniem zła na świecie. Jego chamskie odzywki wykraczały ponad normę o jakieś 100%. Nayah sama uważała siebie za niezbyt wyczuloną na uczucia ludzkie, jednak ten koleś przeszedł samego siebie. Z biegiem czasu jej złość nie zmniejszała się i po kilku minutach w ciągu których wypaliła papierosa, nadal nie potrafiła wrócić do pracy. Kiedy poczuła czyjś dotyk na swoim ramieniu, odwróciła gwałtownie, nie mogąc uwierzyć, że ten kretyn ma jeszcze czelność tu przychodzić.
 - To był tylko żart.
 - Odwal się.
 - Sama sobie zasłużyłaś. Jak można nie znać imienia kolesia, z którym się przespało dzień wcześniej!?
 - Zamknij się! - wykrzyknęła, oddychając coraz szybciej.
Nie potrafiła uwierzyć, że to właśnie ten idiota doprowadził ją do takiego stanu. Chłopak nie odezwał się już, jednak nadal stał na balkonie obok niej. Wpatrywał się w nią swoimi ciemnymi oczami i pomimo jej nienawiści do niego, zastanawiał się jakby to było przespać się z nią. Była piękna - co do tego nie miał wątpliwości, a jej niezależność, siła i niedostępność sprawiała, że nie potrafił wyrzucić jej z głowy, jak i nowych pomysłów na zdenerwowanie jej. Dziwny sposób na okazywanie sympatii, jednak on sam nie należał do osób, które jakiekolwiek sposoby stosują. Zazwyczaj to kobiety leciały na niego. Pragnęły go na tyle, że pomimo braku uczucia z jego strony wskakiwały mu do łóżka w szybszym tempie niż potrafił się przedstawić. Nawet te niedostępne, po niedługim czasie nie potrafiły mu się oprzeć. Dobrze wiedział, że z Ny nie będzie tak łatwo, ale nie potrafił odmówić sobie tak trudnego i fascynującego wyzwania.
 Brunetka dostrzegła ruch z jego strony, więc powoli obróciła twarz i spojrzała na chłopca. Zobaczyła jak sięga ręką do kurtki, ale dopiero to, co z niej wyciągnął sprawiło, że wytrącił ją z równowagi. TEN DEBIL WYCIĄGNĄŁ PIERSIÓWKĘ! Ny nie zareagowała na durne zachowanie chłopca, przekonując sama siebie, że on sobie żartuje. W chwili gdy odkręcał metalowy pojemnik z niedowierzaniem wpatrywała się w niego. Dopiero gdy zdążył zrobić pierwszy łyk, rzuciła się na niego. Z krzykiem wyrwała mu piersiówkę, rzucając ją z hukiem na ziemie tak, że przezroczysty płyn wylał się na podłogę. Nie potrafiła uwierzyć w głupotę tego człowieka.
    - TY KRETYNIE! DEBILU! CZY TY W OGÓLE WIESZ CO ZROBIŁEŚ!? CO TY KURWA MASZ W TEJ GŁOWIE!? Ja pierdole, to JEST ALKOHOL! SŁYSZYSZ KRETYNIE!? ALKOHOL! Alkohol, który wpływa do krwiobiegu i rozcieńcza krew wypychając barwnik, który przed chwilą wprowadziłam tobie pod skórę! JESTEŚ IDIOTYCZNYM DUPKIEM, KTÓRY NIE ZDAJE SOBIE SPRAWY...
    - Zamknij się - odezwał się brunet. Ny zaniemówiła, znów chłopak sięgnął po wyrzuconą wcześniej piersiówkę. Podszedł z nią do dziewczyny i z uśmiechem podstawił jej pod nos. Albo miała przewlekły katar, który pozatykał jej drogi nosowe, albo płyn w środku to...
    - WODA!?
    - Możesz mówić na mnie Blake - odparł z uśmiechem, wyciągając dłoń w jej stronę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz